Reklama

REKLAMY

Reklama

Felietony prześlij felieton



Felietony

Ocena:
Wylotowa 573 w kierunku Szczawina ma kategorię drogi wojewódzkiej. Na szóstym kilometrze, w Skokach, przeskakuje przez Osetnicę. W poniedziałek 12 grudnia 2011 w tym miejscu wydarzył się cud.

Skoki, kwadrans po 15-tej. Sebastian wraca ze szkoły w Szczawinie. Tuż przed rzeką wysiada z autobusu i drepcze poboczem w kierunku domu. Na łuku drogi od strony Gostynina widzi rozpędzony samochód osobowy. Słyszy klakson, potem huk. Samochód wywala żelazną balustradę i koziołkuje do rzeki.
Co robi Sebastian? Pędzi po tatę.

Tata, czyli Edward Waciński, krzątał się po domu w dresie i letnich sandałach.  Gdy wybiegał, zdążył jeszcze złapać kurtkę. Pierwsze co zobaczył  to samochód w rzece, kołami do góry. Przez wybitą szybę próbowała się wydostać kobieta. Udało się. Wołała o pomoc, że w samochodzie jest mama, żeby ratować.

Waciński wbiegł do rzeki. Starał się otworzyć drzwi od strony pasażerki, ale nie puszczały. Usiłował przewrócić samochód na bok – próba jeszcze bardziej beznadziejna. Na szczęście od szosy dosłyszał warkot silnika i odgłosy biegnących ludzi (później się okazało, że byli to mieszkańcy okolic  Pacyny). Teraz już we czterech zabrali się do roboty. Dźwignęli kadłub samochodu i przewrócili na bok, potem założyli linkę i postawili na kołach.

Waciński wrócił do ratowania pasażerki. Przeciął pas bezpieczeństwa, pochylił się w wodę żeby sprawdzić, czy jej nogi nie uwięzły w podłodze, zaparł się i wyciągnął na zewnątrz. Położyli ją na brzegu, opatulili kocem. Gdy uniósł jej głowę do góry, złapała oddech. Co za ulga! W chwilę później przejęli ją ratownicy.

Waciński mógł wracać do domu. Był mokry po same ramiona, jeden sandał został w rzece. Do dziś nie może uwierzyć, że kobiety uszły z życiem z takiej katastrofy. Zwłaszcza pasażerka. Na własne oczy widział jej głowę w lodowatej wodzie, póki nie postawili samochodu na kołach. Jak tu nie mówić o cudzie?

Kobietami zajęło się pogotowie, strażacy szybko uporali się z samochodem. Ruch na szosie tylko na krótko został zatrzymany. Ciekawe, co sobie myśleli kierowcy przejeżdżający wtedy na zwolnionym biegu przez mostek. Czy na przykład to, że wypadki wprawdzie się zdarzają, ale zawsze innym?  I że „mnie” to nie dotyczy?

Mieszkańcy  Skoków twierdzą, że przy mostku na Osetnicy do wypadków dochodzi często. Już się nawet przestali  dziwić. Wystarczy mokra albo trochę oblodzona jezdnia no i to, że komuś się spieszy. Samochód spycha na miękkie pobocze i już nie da się nad nim zapanować.

Następnego dnia, we wtorek, drogowcy ustawili znak ograniczający prędkość  do 70 km/godz. To znak sezonowy – co roku jesienią ustawiają, na wiosnę zabierają. Tyle że w tym roku „jesień” wypadła im dopiero 13 grudnia.
Natomiast nigdzie nie ma znaku, że tuż za łukiem jest rzeka, zresztą bezimienna, bo tabliczki z nazwą też nie ma. A szkoda, bo to by niektórym dało do myślenia.

Co mieszkańcy Skoków myślą o okresowym ograniczeniu prędkości do 70 km/godz? Na dobrą sprawę droga 573 na tym odcinku biegnie przez teren zabudowany. Stoi przy niej 6 posesji, poboczem przechodzi sąsiad do sąsiada, a pasażerowie, w tym dzieci szkolne, na przystanek PKS. Wcale nierzadko pędzą tędy tiry, zmiatając przydrożne śmieci i rowerzystów. Rano i po południu ruch jak w mieście. Potrzebne jest nie sezonowe, ale trwałe rozwiązanie. Bo czy ktoś słyszał, żeby cuda w jednym miejscu zdarzały się na okrągło?

Jadwiga Zarzycka


Ocena:
( 6 głosów ) Nie ma chyba na świecie człowieka, który nigdy nie doznał bólu lub nie cierpiał w jakiś sposób. Większość ludzi w nieszczęściu szuka ukojenia u Boga i prosi Go o pomoc. Niektórzy, gdy tego nie osiągają, odwracają się od Boga i złorzeczą Mu. Inni jednak potrafią przyjąć cierpienie z pokorą i odnajdują w nim prawdę o sobie. Ale każdy zadaje sobie wtedy pytanie; dlaczego ja muszę tak cierpieć?... albo; za jakie grzechy tak ciepię? Natomiast gdy w rodzinie rodzi się chore, niepełnosprawne dziecko, wtedy rodzice pytają siebie nawzajem; dlaczego nas to spotkało, co złego zrobiliśmy? Ciężko jest zrozumieć to, czemu musi cierpieć niewinne dziecko.

Cierpienie nie jest karą za grzechy, jak myśli wielu ludzi, najczęściej jest to próba, która pomaga nam zrozumieć sens ludzkiego życia. Ostateczny sens cierpienia pozostanie jednak tajemnicą. Tylko Bóg wie, czemu zsyła na nas cierpienie, ale nie znaczy to, że nas nie kocha.

Ból i cierpienie odgrywają dużą rolę w ludzkim życiu, dzięki nim doceniamy jakim darem jest zdrowie, a także stajemy się wrażliwsi na losy innych ludzi. Pocieszenie i ratunek w cierpieniu daje przede wszystkim modlitwa, czyli rozmowa człowieka z Bogiem - dlatego łatwiej jest znosić cierpienie ludziom głęboko wierzącym. Sama świadomość, że mogą swoje cierpienie ofiarować w jakiejkolwiek intencji, sprawia, że stają się potrzebni innym, a to podnosi ich na duchu.

Dlatego chorzy i cierpiący są największym skarbem Kościoła, gdyż w swoim cierpieniu łączą się z cierpieniem Chrystusa.

Światowy Dzień Chorego wyznaczono na 11 lutego, gdyż tego dnia rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Lourdes. Aby podkreślić rangę tego święta, w dniu tym odbywają się w parafiach Msze Św. dla chorych, wizyty kapłanów w szpitalach i hospicjach, odwiedziny chorych w domach. Wszystko po to, aby pochylić się nad człowiekiem cierpiącym, ulżyć mu w tych trudnych chwilach - choćby krótką chwilą rozmowy. Więc nie zapominajmy w tym dniu o chorych i wspierajmy ich również swoją modlitwą.

Jednak dla chorego najważniejsza jest obecność i pomoc osób najbliższych, czyli rodziny oraz przyjaciół. Nie zostawiajmy swoich rodziców, czy dziadków czy nawet sąsiadów na pastwę losu, czy też na opiekę państwowych instytucji, tylko starajmy się im pomóc w miarę swoich możliwości. Czasem wystarczy zrobienie zakupów, czy podwiezienie samochodem do lekarza, do kościoła, czy nawet uśmiech i dobre słowo. Dużo nas to nie kosztuje, a mamy okazję zrobienia dobrego uczynku. 

W cierpieniu człowiek poznaje, kto jest dla niego prawdziwym przyjacielem – w myśl znanego przysłowia, że przyjaciół poznajemy w biedzie. Człowiek cierpiący w samotności, cierpi podwójnie, gdyż oprócz cierpienia fizycznego, cierpi także duchowo, co może prowadzić nawet do depresji.

Człowiekowi cierpiącemu potrzebna jest także nadzieja, z nią łatwiej pokonać ból i trudności życia codziennego, bo wierzy, że kiedyś nadejdą lepsze dni albo powróci upragnione zdrowie. W gorszej sytuacji są jednak osoby niepełnosprawne od urodzenia, które zdają sobie sprawę ze swego kalectwa i nie mają już nadziei na powrót do zdrowia. Pozostaje im tylko pogodzić się ze swoją chorobą i z pokorą, czy też z godnością, dźwigać swój krzyż.

Nie jest to jednak łatwe i dlatego widząc takie osoby, nie odwracajmy głowy, udając, że ich nie widzimy – pomóżmy im, bo sami być może nie poproszą o pomoc - są na to zbyt dumni.  

Bernadeta


Ocena:
( 1 głos )

24 stycznia br. prezydent podpisał nowelizację ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z FUS oraz niektórych innych ustaw, po uchwaleniu przez Sejm  w dniu 13 stycznia i nie wniesieniu do niej poprawek przez Senat. Zmieniła ona dotychczasowe zasady waloryzacji świadczeń, wprowadzając m.in. kwotową waloryzację emerytur i rent w 2012 r. Jednocześnie Prezydent zdecydował o skierowaniu nowelizacji do Trybunału Konstytucyjnego.

Nowelizacja została wniesiona do parlamentu jako pilny rządowy projekt, który miał ochronić budżety emerytów i rencistów pobierających niskie świadczenia. Wskazywano, iż przy waloryzacji kwotowej, ustalonej na 71 zł, podwyżkę wyższą od procentowej otrzyma 59 proc. emerytów i rencistów.

Warto przypomnieć, iż w opinii skierowanej na ręce Ministra Pracy i Polityki Społecznej, który przesłał do partnerów społecznych wniosek o zaopiniowanie powyższej regulacji prawnej, BCC wskazywał, że:

1. Nowy system ubezpieczeń społecznych wprowadził zasadę tzw. zdefiniowanej składki, zgodnie z którą, wysokość świadczenia emerytalnego i rentowego jest pochodną zgromadzonych aktywów finansowych podczas okresu aktywności zawodowej. Obowiązujący dotychczas sposób waloryzowania świadczeń (w marcu danego roku) był procentowy – łącznie o wskaźnik inflacji z roku poprzedniego oraz o co najmniej 20% wzrostu płac. Odpowiada to logice reformy ubezpieczeń społecznych z 1999 roku. Zaproponowany obecnie mechanizm waloryzacji kwotowej – tę logikę unieważnia.

2. W uzasadnieniu do projektu ustawy zawarto stwierdzenie, iż premier w expose: „Biorąc pod uwagę bezpieczeństwo szczególnie ludzi niezamożnych, zaproponował zmianę systemu waloryzacji emerytur i rent, poprzez wprowadzenie w miejsce waloryzacji przeprowadzanej wskaźnikiem określonym procentowo, podwyżki kwotowej jednakowej dla wszystkich świadczeń. Premier wskazał na narastający rozziew pomiędzy wysokimi emeryturami a tymi najniższymi.”

Mając na uwadze powyższe, zachodzi wątpliwość, czy istotnie intencją rządu było wprowadzenie innego mechanizmu waloryzowania, czy też chęć dotowania świadczeń najniższych kosztem wyższych, co spowoduje niezachowanie ich realnej wartości i naruszy zasadę ochrony praw nabytych. Była o tym mowa w orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 21 czerwca 2000 r. Uzyskanie zatem efektu podwyższenia minimalnych świadczeń, tak aby zapobiec odtworzeniu się tzw. starych portfeli emerytalnych należy dokonać poza mechanizmem waloryzacji. Ten powinien pozostać niezmienny.

3. Projekt opiniowanej regulacji wzbudził obawy o występujące w nim istotne ryzyka prawne, opisywane także w opinii Rządowego Centrum Legislacji.

4. Negatywnie oceniliśmy likwidację formuły negocjacyjnego ustalania wysokości waloryzacji w ramach Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych.

W efekcie, BCC negatywnie zaopiniował projekt ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z FUS oraz niektórych innych ustaw, przesłany przez Ministra Pracy i Polityki Społecznej w dniu 9 grudnia 2011 r. Projekt spotkał się także z negatywnym stanowiskiem partnerów społecznych na posiedzeniu Zespołu Ubezpieczeń Społecznych Komisji Trójstronnej. Decyzja prezydenta oznacza, iż nasze wątpliwości zostały częściowo podzielone.


Wojciech Nagel

ekspert ds. ubezpieczeń społecznych i pracy,
Ocena:
( 7 głosów ) GUS podał dane o płacach i zatrudnieniu w ostatnim miesiącu minionego roku. Przeciętne wynagrodzenie brutto w przedsiębiorstwach wzrosło w grudniu o 4,4 procent w porównaniu do grudnia 2010 r., natomiast zatrudnienie wzrosło o 2,3 procent w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.

Po ostatnim wyhamowaniu dynamika wzrostu płac w grudniu zaczęła rosnąć – wzrost wobec  listopada o 9 proc. (dane te są jednak zaburzone przez przypadający w tym czasie okres wypłat premii w spółkach górniczych). Przeciętne wynagrodzenie brutto w grudniu 2011 r. wzrosło w porównaniu do grudnia 2010 r. o 4,4 proc. i wyniosło 4015,37 zł. Już drugi miesiąc z rzędu dynamika wzrostu płac jest niższa niż inflacja, a to oznacza spadek siły nabywczej przeciętnego Polaka. Ponieważ jednak we wcześniejszych miesiącach 2011 r. płace rosły nieco powyżej poziomu inflacji, można powiedzieć, że przeciętna płaca oscyluje dziś wokół inflacji.

Potwierdza się natomiast tendencja powoli rosnącego bezrobocia. Według danych GUS w grudniu w przedsiębiorstwach zatrudnionych było 5 503 200 osób, czyli o 2,3 proc. więcej niż przed rokiem, ale o 0,2 proc. mniej niż listopadzie. Spadek zatrudnienia pod koniec roku ma głównie charakter sezonowy. Wynika z rozwiązanych umów na czas określony – w tym sezonie przede wszystkim w branży spożywczej (zbiory), a – z uwagi na ciepłą jesień i początek zimy – w znacznie mniejszym stopniu z wymuszonego przez pogodę zatrzymania niektórych robót np. w budownictwie. Ale właśnie z tego powodu, porównując grudzień 2011 do grudnia 2010 r., ostatnie dane powinny prezentować się lepiej. Można więc założyć, że gdyby nie pogoda, bylibyśmy obecnie „pod kreską” w odniesieniu do grudnia 2010 r.

W kolejnych miesiącach 2012 r. trzeba liczyć się ze stagnacją, a nawet spadkiem zatrudnienia. Nie zakładamy jednak wysokiego wzrostu bezrobocia.


Zbigniew W. Żurek
wiceprezes BCC
Ocena:
( 107 głosów )

Dynamizm miasta, jego rozwój, tak jak losy każdego przedsiębiorcy w mieście zależą od zarządzających miastem, ich kompetencji i pomysłów, a więc pełen inwencji udział samorządowców jest najważniejszym czynnikiem strategicznym rozwoju miasta.

Ich wkład polegający na wspomaganiu działalności przedsiębiorców decyduje o miejscach pracy, które z kolei nadają miastu dynamiki. Należy podkreślić tutaj, że zarządzanie firmą, a administrowanie miastem jest zasadniczo różne. Pierwsze opiera się na zysku, drugie na administrowaniu podatków.

Pierwsze uwzględnia firmę, drugie podatników. Urząd Miasta nie jest firmą, a instytucją samorządową. Jego rolą jest tylko i wyłącznie takie administrowanie podatkami, aby przynosiły one jak największe korzyści podatnikom. Artykułując to w skrócie - zarządzanie miastem powinno mieć na uwadze przede wszystkim dobro podatników, co z kolei monituje o jak najlepsze relacje Urzędu Miasta z przedsiębiorcami, bo to oni mają bezpośredni wpływ na rozwój miasta.

Na podstawie danych dostępnych w Głównym Urzędzie Statystycznym, potencjał rozwoju miasta Gostynina, tym samym jego przyszłość może być zagrożona.

Gostynin posiada obecnie około 18,6 tysięcy mieszkańców. Liczba ta zmalała z blisko 19,2 tysięcy mieszkańców jeszcze kilka lat temu. Głównymi determinantami wpływającymi na przewidywany regres są dwa elementy: bezrobocie i nasilający się niż demograficzny – które są współzależne od siebie.

Główna teza tejże interpretacji mówi, że miasto Gostynin powinno podjąć jak najszybsze działania walki z bezrobociem, celem odwrócenia obecnie kształtującego się kierunku zmierzającego ku ewidentnej degradacji miasta. Konieczne są szybkie i sprawne przekształcenia w zarządzaniu miastem, inaczej, między innymi, nasze mienia osobiste w postaci nieruchomości mogą być zagrożone. Pierwsze reformy powinny przede wszystkim objąć generowanie oszczędności oraz wspomaganie i przyciąganie przedsiębiorców.

Poniższe analizy przedstawiają fakty popierające powyżej określoną tezę. Wszystkie dane są poparte badaniami Głównego Urzędu Statystycznego.


Nieruchomości mieszkalne
W Gostyninie mamy 4.380 mieszkań (Gostynińska Spółdzielnia Mieszkaniowa, MTBS, Spółdzielnia Mieszkaniowa POLAM, Osiedle Budroxu) i 2.350 domów jednorodzinnych. Liczba mieszkań w naszym mieście stabilnie wzrasta z ramienia inwestycji deweloperskich inicjowanych przez Urząd Miasta i Budrox. Reasumując tutaj krótko, na dzień dzisiejszy mamy 6.730 nieruchomości mieszkalnych w mieście Gostynin.


Bezrobocie
Skala bezrobocia w powiecie i samym mieście Gostynin jest jednym z najbardziej nurtujących problemów, a jego poziom utrzymuje się na jednym z najwyższych w Polsce. 


Poniższe dane ukazują stopę bezrobocia powiatów, której główny segment stanowią bezrobotni zamieszkali w miastach, w stosunku do ludności miasta, w wybranych miastach województwa mazowieckiego i województwa łódzkiego.




Ludność Gostynina według grupy wiekowej

Informacja ta ma na celu przedstawienie grup wiekowych, potwierdzających założenie, że struktura ludności według wieku w mieście Gostynin obejmuje znaczną część emerytów i rencistów, ludność w wieku przedprodukcyjnym i ogromną ilość bezrobotnych. Dane te uwzględniają osoby mobilne, które, pomimo, że zamieszkują w innych miastach lub przebywają za granicą, stanowią część tutaj zaprezentowanej statystyki. Około 2,2 tysięcy mieszkańców zameldowanych w mieście Gostynin przebywa za granicą, głównie w Belgi i Niemczech.



Prognoza demograficzna
Prognoza demograficzna miasta Gostynin nie obejmuje całkowitej przypuszczalnej mobilności młodych mieszkańców do innych miast/krajów celem szukania zatrudnienia, dlatego przedstawione tutaj dane odnośnie miasta Gostynina w rzeczywistości mogą być znacznie niższe.



Poniższy wykres przedstawia wpływ zmniejszającej się populacji w mieście w stosunku do nieruchomości mieszkalnych. Obszar zakreślony szarym kolorem przedstawia potencjalny pustostan.




Wnioski końcowe

Nie każda sytuacja jest odwracalna, ale w okolicznościach gospodarczych jest możliwa. Cały proces odwrócenia nurtu nie jest natychmiastowy, może trwać latami, ale jego pierwsze pozytywne wyniki mogą być zauważalne już po kilku latach. Niż demograficzny może być uzupełniony osobami z innych miejscowości, ale jest konieczny do zapewnienia rozwoju miasta.
Przede wszystkim miasto musi zatrzymać młodych mieszkańców, którzy podobnie jak przedsiębiorcy mają najważniejszy wpływ na dynamizm miasta (zakładanie rodzin ma wpływ na utrzymanie/wzrost populacji miasta, tym samym wpływa także na jego rozwój).

Należy natychmiast wszcząć działania zmierzające do odwrócenia obecnie kształtującego się pejoratywnego kierunku. Uchwały podjęte 30 grudnia 2011 o założeniu spółek „Zamek” i „Stara Betoniarnia” z kiesy podatników na kwotę blisko 500 tysięcy złotych powinny być natychmiast anulowane. „Stara Betoniarnia” być może powinna zostać sprywatyzowana; podatnicy nie powinni dokładać się do żadnej inwestycji Urzędu Miasta na dzień dzisiejszy, poza przygotowywaniem działek pod zabudowę dla przyszłych przedsiębiorców i wprowadzeniem dla nich ulg podatkowych.

Jeśli nie zostaną podjęte natychmiastowe przemiany, miasto Gostynin będzie oblewało w pustostan, powiat najprawdopodobniej będzie nam odebrany, gminy będą jeszcze uboższe. Kościoły, szkoły będą puste, niektóre zamknięte, urzędy będą nas opuszczały. A ładna fasada miasta Gostynina będzie zaniedbywana, ze względu na małe wpływy podatkowe.

Sprawa jest bardzo poważna, ale jest do naprawienia. Będzie zależna od sprawności, korygującego ten stan, działania. Kontakt mieszkańców z radnymi Rady Miejskiej ma tutaj wyjątkowe znaczenie – jest to organ kontrolujący i nadzorujący działalność Urzędu Miasta. Każda wypowiedź, że dobra przyszłość naszego miasta obecnie nie jest zagrożona nie może być poważna. Konieczne są dalsze badania w tej sprawie, które powinny być priorytetowym przedmiotem rozważań Urzędu Miasta. Wszystkie dane przedstawione tutaj są oparte na badaniach GUS-u. 


Małgorzata Anna Kostun

Radna Rady Miejskiej



Ocena:
( 44 głosów ) Po doniesieniach medialnych i informacjach Prokuratury Okręgowej w Płocku na temat wydarzeń z dnia 23 grudnia ubiegłego roku, a związanych z osobą Naszego burmistrza, Pana Włodzimierza Ś., w dyskusji publicznej zabrakło stricte merytorycznego podejścia do tej sprawy. W wypowiedziach naszych mieszkańców - tych broniących osobę burmistrza jak i tych atakujących, pojawia się wiele agresji, zarzutów stronniczość i wiele innych - bezpodstawnych często - twierdzeń. W swojej krótkiej analizie prawnej problemu, który bez wątpienia nie może pozostać obojętny Nam - mieszkańcom i wyborcom - chciałbym w dość jasny i obiektywny sposób przedstawić sytuacją prawną burmistrza, która może mieć spore znaczenie dla przyszłości Gostynina.

W chwili obecnej Prokuratura Rejonowa w Gostyninie nadzoruje dochodzenie w sprawie kierowania przez Pana Włodzimierza Ś. samochodem w stanie nietrzeźwości tj. przestępstwa z art. 178a §1 Kodeksu Karnego. Dnia 5 stycznia br. burmistrz został przesłuchany i zostały postawione mu zarzuty z wyżej wspomnianego paragrafu, a do których jak wiemy - nie przyznał się. Na jego podstawie, osobie uznanej przez Sąd za winną opisanego czynu, grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienie tejże na okres do 2 lat. Ponadto, Sąd wymierzając karę za powyższe przestępstwo, orzeka (art. 42§2 KK) odpowiedni środek karny z katalogu zawartego w art. 39 Kodeksu Karnego, a w tym przypadku to zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych określonego rodzaju na okres  od 1 roku do lat 10. Jak już wspomniałem, w sprawie jest prowadzone dochodzenie, które - zgodnie z doniesieniami Rzecznika Prasowego Prokuratury Okręgowej w Płocku może potrwać do 2 miesięcy. Po zakończeniu dochodzenia, najprawdopodobniej da Sądu Rejonowego w Gostyninie zostanie wysłany akt oskarżenia w przedmiocie popełnienia wyżej wymienionego czynu. Wydaje się, że powyższe odnosi się - pomijając problem szeroko pojętej moralności - do sfery dość osobistej osoby, której zostały postawione takie zarzuty.

Niemniej, oczywistym jest, że każdy z Nas, chce dokładnie wiedzieć, czym może skutkować ewentualne, prawomocne skazanie burmistrza Gostynina.

Przede wszystkim trzeba położyć mocny akcent na Ustawę dnia 5 stycznia 2011 roku Kodeks wyborczy, a która ma zastosowanie w obecnej sytuacji.  Artykuł 492§1 wspomnianej ustawy wskazuje na katalog przesłanek, stwierdzających wygaśnięcie mandatu. Punkt 4 mówi o osobach, które utraciły prawo wybieralność. Niewątpliwie, w razie ewentualnego, prawomocnego wyroku skazującego, Pan Burmistrz będzie osobą, której nie będzie przysługiwało prawo wybieralności w kolejnych wyborach ( art.11§2 „Kodeksu wyborczego”). Ale co w sytuacji, kiedy omawiany urząd sprawuje w chwili obecnej? Sytuacja taka została przewidziana w ustawie. Wygaśnięcie mandatu na podstawie powyższej przesłanki, w omawianej sprawie, stwierdzić powinna Rada Miasta w drodze uchwały w terminie miesiąca od wystąpienia przesłanki tj. prawomocnego wyroku w sprawie. Przed podjęciem uchwały - o ile zajdzie taka konieczność- Pan Burmistrz będzie miał prawo do złożenia przed Radą Miasta - a więc i Nami, mieszkańcami - wyjaśnień. Uchwałę taką niezwłocznie przesyła się wojewodzie i komisarzowi wyborczemu. Nie można zapominać, że przesłanką takiej uchwały może być również osobiste zrzeczenie się mandatu przez burmistrza, co również jest opisane w omawianym artykule, a wydawałoby się o wiele bardziej honorowym rozwiązaniem.

Na taką, jak na razie dość hipotetyczną uchwałę Rady Miasta Gostynina, burmistrzowi przysługuje skarga do sądu administracyjnego w terminie 7 dni od dnia doręczenia uchwały. Sąd ten ma 14 dni na rozpatrzenie takiej skargi. Wygaśnięcie mandatu następuje z dniem uprawomocnienia wyroku sądu administracyjnego oddalającego skargę. Warto zwrócić uwagę na sytuację zastępcy burmistrza. Moment wygaśnięcia mandatu jest równoznaczny z odwołaniem  zastępcy z pełnionej funkcji.

Jak łatwo zauważyć procedura, która miałaby prowadzić do wygaśnięcia mandatu burmistrza jest dość skomplikowana i czasochłonna. Wymaga sprawnego działania Sądów i organów samorządu terytorialnego, które - o czym nie możemy zapomnieć - są całkowicie niezależne. Mógłbym wspomnieć o dalszych hipotetycznych, a niewątpliwie ciekawych dla społeczności lokalnej sprawach, takich jak przedterminowe wybory, ale uważam, że na obecnym etapie, warto ograniczyć się do tej krótkiej i zwięzłej analizy.

Pozostając do końca bezstronnym, czysto merytorycznym komentatorem ważnych dla Nas mieszkańców Gostynina wydarzeń, związanych z osobą burmistrza, pragnę zwrócić uwagę na najwyżej usytuowany w polskim systemie prawnym akt, którym niewątpliwie jest Konstytucja, a która w artykule 42 zawiera domniemanie niewinności, stanowiąc, że „każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”.

Tomasz Zieliński
Student IV roku prawa
Wydziału Prawa i Administracji
Uniwersytetu Warszawskiego
Ocena:
( 3 głosów ) Z początkiem nowego roku weszła w życie  ustawa o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego i wyrobów medycznych. Zdaniem BCC ustawa powinna zostać skierowana do Trybunału Konstytucyjny lub znowelizowana zgodnie z Konstytucją RP i zasadami określonymi Regulaminem Sejmu.

BCC aktywnie uczestniczył na każdym etapie prac legislacyjnych nad samą ustawą jak i aktami wykonawczymi. Zgłaszaliśmy merytoryczne uwagi oraz zastrzeżenia natury prawnej i konstytucyjnej. Opowiadaliśmy się za konsekwentnym reformowaniem rynku leków w Polsce, wprowadzeniem jasnej i stabilnej polityki wobec branży farmaceutycznej.

Przed podpisaniem ustawy wystąpiliśmy do Prezydenta RP o skierowanie jej w do rozpoznania, w trybie prewencyjnym, przez Trybunał Konstytucyjny. Obecnie skierowaliśmy wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Teresy Lipowicz o zaskarżenie ustawy refundacyjnej do Trybunału Konstytucyjnego.

Z zadowoleniem przyjmujemy informację, iż Rzecznik Praw Obywatelskich bada zarzuty zawarte w skargach obywateli i przedsiębiorców dotyczące wdrażania ustawy refundacyjnej. Uważamy, że przyjęte w ustawie refundacyjnej rozwiązania, których konsekwencją jest poważny konflikt społeczny i protest lekarzy dotyczący realizacji recept na leki refundowane oraz wydane z błędami obwieszczenie, nie oznacza dla pacjentów łatwiejszego dostępu do tańszych leków refundowanych, świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej oraz lepszej ich obsługi w aptekach.

Złamana została podstawowa zasada dobrej legislacji – nakaz zachowania odpowiedniego okresu dostosowawczego przy wprowadzaniu w życie nowych norm prawnych. Większość aktów wykonawczych do ustawy refundacyjnej nie opublikowano w trybie przewidzianym ustawą z 20 lipca 2000 r. o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych.

Ministerstwo Zdrowia miało ponadpółroczne vacatio legis określone w ustawie refundacyjnej. Niestety, dopiero w ostatniej chwili wydało najważniejsze do niej akty wykonawcze. Nie wykorzystano właściwie czasu na przygotowanie odpowiednich rozporządzeń i obwieszczenia w sprawie listy leków refundowanych. Stało się to przyczyną chaosu, spekulacji i niepokojów wśród pacjentów, lekarzy i aptekarzy, a także przedsiębiorców, którzy nie mogą ponosić konsekwencji za urzędnicze błędy, opieszałość  i niedbalstwo. W naszej ocenie nic nie tłumaczy takiego opóźnienia działającego na niekorzyść pacjenta , państwa i przedsiębiorcy.

Nie zyskują naszej aprobaty próby przerzucenia odpowiedzialności na lekarzy i aptekarzy oraz firmy farmaceutyczne. Podważają one nie tylko szczerość intencji osób wypowiadających się publicznie, ale przede wszystkim zmniejszają szanse na szybkie rozwiązanie zaistniałego konfliktu. Podważają także autorytet i wiarygodność nie tylko Ministra Zdrowia, ale również państwa.

Uczestnicząc w finalnej debacie nad tą kontrowersyjna ustawą BCC ma na uwadze przede wszystkim troskę o jakość stanowionego prawa w Polsce i jego zgodność z Konstytucją RP.


Zenon Wasilewski

ekspert BCC ds. prawa farmaceutycznego

Ocena:
( 3 głosów ) Z końcem roku znika ustawa antykryzysowa, a wraz z nią pozytywne zmiany m.in. w prawie pracy, które znów powróci do swojego sztywnego gorsetu. Logicznym wydaje się pytanie – dlaczego? Pozytywne doświadczenia powinny prowadzić do wprowadzenia dalszych uelastycznień i głębszych zmian w prawie pracy. Zdaniem BCC należy przebudowywać je tak, by choć w części odpowiadało potrzebom współczesnych relacji pracownik-pracodawca.

Ustawa antykryzysowa niosła dwa podstawowe – i faktycznie wykorzystywane przez firmy – postanowienia:  wydłużała okres rozliczeniowy oraz znosiła ograniczenia w zawieraniu umów o pracę na czas określony. Łatwo zauważyć, że obie zmiany odnosiły się do sfery elastyczności prawa pracy i były korzystnie komentowane przez – uwaga ! – obie strony umów, a więc zarówno pracodawców, jak i pracowników. Mimo, że skalę stosowania mocno ograniczał obowiązek uzgadniania np. okresów rozliczeniowych czasu pracy z reprezentacją pracowniczą to i tak, według danych z Okręgowych Inspektoratów Pracy z listopada 2011 r., skorzystało z nich aż 1075 zakładów pracy, w tym ponad 70 proc. zatrudniających ponad 50 i ponad 250 pracowników.

Teraz te pozytywne zmiany w prawie znikają, bo okres ważności ustawy minął. Prawo pracy znów powraca do swojego sztywnego gorsetu i logicznym wydaje się pytanie – dlaczego? Pozytywne doświadczenia powinny prowadzić do wprowadzenia dalszych uelastycznień i głębszych zmian. Skoro gruntowna zmiana reliktu XX wieku, jakim jest obowiązujące Prawo Pracy, jest z powodów kunktatorstwa politycznego chwilowo niemożliwa, to należy je przebudowywać tak, by choć w części odpowiadało potrzebom współczesnych relacji pracownik-pracodawca.

Kierując się takimi właśnie przesłankami, Konwent BCC skatalogował najczęściej proponowane zmiany dotyczące stosunków pracy, zawarte w 4 ustawach: Prawie Pracy, Ustawie o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników, Ustawie o związkach zawodowych oraz Ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Obok wymienionych już zmian, które wprowadzała ustawa antykryzysowa, zaproponowane zostały również takie, które służą dalszemu uelastycznieniu stosunków pracy oraz wprowadzeniu większej równości stron m.in.

-              likwidacja konieczności uzasadniania powodów wypowiedzenia umów o pracę przez pracodawcę, jak i pracownika,

-              likwidacja instytucji odszkodowania (po okresie wypowiedzenia) za wypowiedzenie umowy o pracę na czas nieokreślony,

-              likwidację obowiązku tzw. konsultacji związkowej przy wypowiadaniu umów i zastąpienie jej obowiązkiem powiadamiania,

-              przywrócenie instytucji tzw. „porzucenia pracy przez pracownika”,

-              zniesienie nadmiernej ochrony działaczy związkowych przed zwolnieniem z pracy, za wyjątkiem zwolnienia z powodów wykonywania zadań działalności związkowej,

-              wprowadzenie rzeczywistej odpowiedzialności karnej i cywilnej dla szeroko pojętych organizatorów nielegalnego strajku,

-              likwidacja "urlopu na żądanie"

-              wprowadzenie obowiązku oświadczenia pracownika o miejscu pobytu w czasie choroby dłuższej niż 3 dni oraz brak wynagrodzenia za pierwsze 3 dni zwolnienia lekarskiego

oraz wiele innych bardziej szczegółowych.

Z taką merytoryczną propozycją BCC wychodzi do wszystkich stron dialogu społecznego. Teatrem dyskusji powinna być przede wszystkim Komisja Trójstronna, z aktywną rolą przedstawicieli rządu jako mediatorów, wobec nieuchronnej opozycji związków zawodowych. To nie mogą być negocjacje "coś za coś" bowiem w ten sposób żaden problem nie zostanie trwale rozwiązany. To muszą być rozmowy prowadzące do zrozumienia i wypracowania porozumienia przynajmniej w niektórych kluczowych kwestiach, oraz pozostawieniem decyzji w innych obszarach do racjonalnych decyzji Sejmu.

dr Wojciech Warski

przewodniczący Konwentu BCC, ekspert ds. gospodarki,

wiceprzewodniczący TK ds. Społeczno-Gospodarczych
Ocena:

Czy strefa euro się rozpadnie?

Nie. Czy rozpadnie się Unia Europejska? Też nie. Inaczej trzeba by zakładać, że liderzy europejscy są samobójcami. Rozpad strefy euro obniżyłby PKB Niemiec o 7 proc. i wywołał 8-proc.bezrobocie, we Francji byłoby to odpowiednio 9 i 14 proc.

W Polsce ubytek PKB wyniósłby blisko 7 proc., a stopa bezrobocia skoczyłaby do 17 proc. Niewypłacalność banków i inflacja wzmocniłyby tsunami, grożąc jeśli nie wojną – jak wieszczył minister Rostowski – to odpływem kapitałów, spadkiem poziomu życia i dojściem do władzy populistów.

W bardziej politycznym niż ekonomicznym i finansowym wymiarze nakreślił te rozwiązania Radosław Sikorski w Berlinie. Rejtanowsko krzyknął: „Król jest nagi”, i zobaczyliśmy Unię Europejską bez iluzji i wizji na 20 lat, ze skostniałymi zasadami, łamaniem traktatu z Maastricht, rozdętą biurokracją, wyalienowaną z prawdziwej solidarności, przymykającą oko na egoizm jej członków (jak rurociąg Niemcy – Rosja), Europę ociężałą socjalnie, starzejącą się, bez innowacji i badań na miarę strategii lizbońskiej. Sikorski słusznie nakierował uwagę na potrzebę budowy nowego projektu europejskiego: koordynację krajowych polityk gospodarczych przez wspólny rząd gospodarczy, kontrolę budżetów, zarządzanie zadłużeniem publicznym i budżetem federalnym, sankcje przekraczanie limitów długu, wspólne obligacje i system podatkowy, bardziej decydującą rolę Parlamentu Europejskiego.

Czas na uzgodnienie miejsca i poglądów Polski w procesie przyjmowania celów operacyjnych i ścieżek dojścia do nowej Europy. Do debaty trzeba zaprosić Polaków.

Nie lekceważyłbym, po odrzuceniu emocji, pytań Jarosława Kaczyńskiego o suwerenność czy np. opinii przedsiębiorców, w jakim stopniu jednolite podatki europejskie pozwolą im żyć. Dziś Europa przejmuje się Grecją, Włochami, Hiszpanią, Portugalią, pieniędzmi, które mają zmniejszyć ich długi, dominacją rynków. Ale zadłużenie publiczne Francuzów sięga 85 proc. PKB, Anglików 84 proc. To więcej niż w Polsce. „Ktojest bez winy w łamaniu kryteriów z Maastricht, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Powinniśmy zatem odgrywać w procesie naprawy znaczącą rolę. Tyle tylko, że Niemcy i Francuzi mimo większego zadłużenia są o wiele bogatsi. I to oni będą grać w sanacji Europy pierwsze skrzypce. Ten fakt podkreślił Sikorski, wskazując, że nakłada to na te państwa obowiązek przewodzenia walce z kryzysem, by tacy członkowie jak my nie znaleźli się w sferze „drugiej prędkości”. Propozycja prezydenta Sarkozy’ego powołania wspólnoty międzyrządowej, omijająca Komisję Europejską, może budzić obawy. Dla Niemców i Francuzów ważniejszy jest premier Włoch Mario Monti niż polska zielona wyspa. Bo w naprawianiu Europy liczą się państwa o dużym potencjale gospodarczym.

Tymczasem międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto Polski jest ciągle ujemna (portfele krótkoterminowe), wiarygodność kredytowa według agencji Moody’s niższa niż Hiszpanii, a wzrost gospodarczy w znacznym stopniu opiera się na zakupach konsumpcyjnych. Goldman Sachs przewiduje dla Polski zaledwie 2-proc.wzrost PKB w 2012 r. Mszczą się zaniedbania rządu Jarosława Kaczyńskiego w okresie koniunktury i rządu Donalda Tuska w okresie spowolnienia.

Exposé premiera zbudowało w oczach Europy i agencji ratingowych nadzieję na silniejszą Polskę. Szansą Polski jest utrzymywanie dyscypliny budżetowej, przyciągnięcie inwestycji, odblokowanie przedsiębiorczości. To z kolei wymaga przekształcenia Platformy Obywatelskiej z socjalistycznej w liberalną. I zawarcia paktu antykryzysowego między rządem, związkami i pracodawcami. Być może pokazanie Europie takiej perspektywy umiejscowi Polskę w pierwszym szeregu europejskich odnowicieli. Może powinniśmy skierować uwagę decydentów Unii na encyklikę „Caritasin veritate”, w którejtkwią wskazówki biznesowe, całkiem świeckie, wychodzące naprzeciw problemom globalizmu i nowoczesnego kapitalizmu.

Rynki finansowe wyrwały się spod kontroli za sprawą chciwości amerykańskich bankierów. Ale to szansa, by euro stało się najważniejszą walutą świata, wcale nie papierową. Także gwarantem bezpieczeństwa państw i obywateli, istotniejszym niż czołgi i rakiety NATO. Bo atakując państwo członkowskie, atakuje się system finansowy całej Europy.


Marek Goliszewski

prezes i założyciel BCC
Ocena:

Wariant recesyjny jest bardzo mało prawdopodobny


Podzielam ostatnie prognozy głównych międzynarodowych instytucji: Komisji Europejskiej, OECD oraz MFW, które mówią, że to, co jest wysoce prawdopodobne w krajach wysokorozwiniętych w 2012 r., to nie duża recesja, lecz spowolnienie gospodarcze czy wręcz (niemal) stagnacja, a następnie  powrót do umiarkowanego tempa  wzrostu w roku 2013 i później. Jeżeli w  2012 r. wzrost gospodarczy w UE będzie w obszarze między -1 a +1 proc., oczekiwałbym, że  wzrost PKB w Polsce wyniesie około 2 do 3 proc, może nawet bliżej 2 niż 3 proc. Wariant recesyjny ministra Rostowskiego jest, jak sądzę, bardzo mało prawdopodobny.


Podsumowanie mijającego roku


Rok temu, przy podobnej, świąteczno-noworocznej, okazji pisałem, że 2011 rok „to okres dalszej stopniowej poprawy koniunktury, ale jeszcze nie boomu gospodarczego”. Stąd prognozowałem dla Polski „wzrost PKB między 4 a 4,5 proc., niewielki spadek stopy bezrobocia rejestrowanego z około 12 proc. do około 11,5 proc., wzrost wydatków inwestycyjnych w środki trwałe w tempie 5-8 proc., wzrost średniej płacy nominalnej w gospodarce narodowej w tempie około 5 proc. Chociaż nie mamy jeszcze ostatecznych danych GUS-u za cały rok, to te dane jakimi dysponujemy są zgodne niemal w 100% z tą prognozą. W szczególności wzrost PKB wyniósł w 2011 r. około 4,2 proc. Moja prognoza dotycząca inflacji CPI okazała się nieco mniej poprawna. Inflację tę prognozowałem bowiem na 3-3,5 proc., podczas gdy w rzeczywistości była ona przez cały rok w obszarze 4-5 proc. Tym niemniej, RPP podwyższyła  stopy  procentowe NBP o 100 punktów, co mieściło się w mojej prognozie wzrostu  o 75-100 punktów bazowych. A więc także monetarna część mojej prognozy sprawdziła się wyjątkowo dobrze.

W sferze realnej 2011 r. był dobry nie tylko w Polsce. Gospodarki w grupie krajów wschodzących, przede wszystkim Chiny, Indie, Brazylia i Turcja – rozwijały się w bardzo wysokim tempie 6-9 proc. rocznie. W Europie dobry rok miała także gospodarka niemiecka. W Stanach Zjednoczonych koniunktura poprawiała się powoli, ale dość systematycznie. Tym niemniej,  znaczne zacieśnienie polityki fiskalnej w krajach UE, niezbędne teraz i sprzyjające rozwojowi na dłuższą metę, spowodowało pogorszenie koniunktury gospodarczej  w szeregu krajów UE, także w Niemczech, w drugiej połowie roku.

W rezultacie wzrosło tzw. ryzyko makroekonomiczne na globalnych rynkach finansowych. W dalszej  konsekwencji doszło do dużego spadku indeksów giełdowych na całym świecie oraz odpływu światowego kapitału portfelowego z niemal wszystkich krajów, zwłaszcza tzw. rynków wschodzących, do kilku najbardziej wiarygodnych: USA, Japonii, Niemiec i Szwajcarii.  Dalszym skutkiem było osłabienie walut oraz wzrost rentowności skarbowych papierów wartościowych krajów o mniejszej wiarygodności, m.in. Polski. Dla strefy euro szczególnie niebezpieczne są: duży wzrost kosztów obsługi długu publicznego we Włoszech i Hiszpanii, oczekiwana  recesja gospodarcza w tych i paru innych krajach oraz potencjalna  możliwość ponownego kryzysu w europejskim systemie bankowym.


Prognoza 2012


W tym kontekście pojawiły się następujące pytania:

1.            Czy  dużej części gospodarki światowej zagraża ponownie recesja  w skali zbliżonej do tej sprzed 2-3 lat?

2.            Czy strefie Euro zagraża rozpad, a w konsekwencji recesja w skali raczej sporo większej niż 2-3 lata temu?

3.            Czy tym razem Polska nie uniknie recesji w 2012 r.?

Duża niepewność dotycząca perspektyw rozwojowych i wypłacalności niektórych krajów strefy euro oraz samej strefy pobudza teraz pesymizm wśród przedsiębiorców i gospodarstw domowych, a w konsekwencji zwiększa ostrożność w kreowaniu popytu inwestycyjnego i konsumpcyjnego. To stwarza ryzyko pojawienia się czegoś w rodzaju reakcji łańcuchowej, której ostatecznym rezultatem może być silna dekoniunktura, nawet głęboka recesja.

Takiego rozwoju wydarzeń nie można całkowicie wykluczyć. Ale politycy, a szczególnie premierzy i ministrowie finansów, nie powinni swoimi działaniami lub ich brakiem, a także wypowiedziami, zwiększać szansy realizacji takiego czarnego scenariusza. Z kolei ekonomiści powinni wykazać dużą ostrożność w swoich ocenach analitycznych i publicznych interpretacjach.

Sam podzielam ostatnie prognozy głównych międzynarodowych instytucji: Komisji Europejskiej, OECD oraz MFW. Te prognozy mówią, że to, co jest wysoce prawdopodobne w krajach wysokorozwiniętych w 2012 r., to nie duża recesja, lecz spowolnienie gospodarcze czy wręcz (niemal) stagnacja, a następnie  powrót do umiarkowanego tempa  wzrostu w roku 2013 i później.

W odniesieniu do strefy euro ważne działania stabilizacyjne już są podejmowane przez pięć   krajów najbardziej dotkniętych kryzysem: Grecję, Irlandię, Portugalię, Włochy i Hiszpanię. Na dłuższą metę ten wysiłek jest najważniejszy. Dużą pomocą w podtrzymaniu tych działań jest powołanie w tych krajach nowych, bardziej odpowiedzialnych rządów. Nowe kroki proponowane są na szczeblu przywódców politycznych całej strefy euro i w trakcie r. 2012 mogą być (powinny być) wprowadzone w życie. Najważniejszym z nich jest unia fiskalna, w połączeniu z niemal automatycznym karaniem za przekroczenie kryteriów z Maastricht. Inne kroki stabilizacyjne to zwiększenie środków w dyspozycji MFW, uruchomienie Europejskiego Funduszu Stabilizacyjnego, dokapitalizowanie banków, wsparcie EBC dla banków, a w przypadku dużego kryzysu zaufania – także krajów, programy pomocowe UE oraz MFW dla krajów pod presją. Te kroki tworzą coś w rodzaju parasola ochronnego dla reform krajowych, które z konieczności muszą być rozłożone w czasie. Pomoc zewnętrzna jest ograniczona i warunkowa, co ogranicza ryzyko pojawienia się dużych moral hazards (pokus nadużycia) oraz podtrzymuje presję w kierunku reform.

Moja odpowiedź na pytanie drugie jest zatem taka, że ryzyko rozpadu strefy euro, chociaż nie zupełnie zerowe, jest jednak na tyle niewielkie, aby traktować je praktycznie jako zerowe. Taki rozpad oznaczałby bowiem ogromne koszty dla wszystkich krajów strefy euro, więc współpraca i działania stabilizacyjne powinny być – i najprawdopodobniej będą – na odpowiednim poziomie. Ale realna unia fiskalna jeszcze przez wiele lat, a być może zawsze, to nie to samo co unia monetarna. Polityka fiskalna będzie bowiem nadal w rękach narodowych parlamentów i rządów, a nie w rękach Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej czy nawet Rady UE. W takiej sytuacji rola dla międzypaństwowej, fiskalnej solidarności jest i będzie mocno ograniczona. Natomiast duża rola przypadnie fiskalnemu dyscyplinowaniu, podporządkowanemu ścisłej realizacji Traktatu z Maastricht.

Kondycja banków w Europie jest teraz dużo lepsza niż była trzy lata temu. Stosunkowo niewielkie dokapitalizowanie niektórych z nich wystarczy. W skali globalnej trzy kraje i ich gospodarki pełnią nadal rolę bardzo silnej kotwicy stabilizacyjnej: Stany Zjednoczone, Japonia i Niemcy. Wiarygodność tych krajów na rynkach finansowych pozostaje wyjątkowo wysoka. Przekłada się ona  na  duże zaufanie do ich walut, zdolności państwa do obsługi ich  długów  publicznych oraz siły i zdolności konkurencyjnej ich gospodarek.

Jeżeli w  2012 r. wzrost gospodarczy w UE będzie w obszarze między -1 a +1 proc., oczekiwałbym, że  wzrost PKB w Polsce wyniesie około 2 do 3 proc, może nawet bliżej 2 niż 3 proc. Wariant recesyjny ministra Rostowskiego jest, jak sądzę, bardzo mało prawdopodobny.

Znaczną rolę w podtrzymaniu wzrostu odegra silne osłabienie złotego. Rezultatem będzie bowiem spadek importu i znaczny wzrost eksportu netto. Innym rezultatem będzie dobra kondycja finansowa przedsiębiorstw, która  przełoży się z kolei na utrzymanie lub nawet pewien wzrost inwestycji prywatnych. Tym niemniej, przy założonym w projekcie budżetu państwa na 2012 r., tempie wzrostu PKB na poziomie 2,5 proc., oczekuję wzrostu stopy bezrobocia o około 1 punkt procentowy oraz tylko niewielkiego wzrostu płac nominalnych, praktycznie zerowego wzrostu płac realnych. Z kolei silne osłabienie złotego podtrzyma inflację na poziomie około 4 proc. średniorocznie, co może powstrzymać RPP przed pójściem w ślady EBC z obniżaniem stóp procentowych.

W drugiej połowie 2012 r. oczekiwałbym jednak odwrócenia trendu w kierunku umocnienia złotego. Dobre wyniki w eksporcie netto, duże transfery do Polski z budżetu unijnego, spadek jednostkowych kosztów pracy oraz poprawa sytuacji fiskalnej powinny bowiem zostać zauważone przez  inwestorów międzynarodowych.


Prof. Stanisław Gomułka

główny ekonomista BCC
Ocena:
Karol de Prevot to XVIII-wieczny malarz, o którym praktycznie nic nie wiadomo. Pochodził z Włoch, choć swoje życie związał z Sandomierzem, a przynajmniej jego część, aż do śmierci w 1737 roku. Głównie zasłynął z obrazów, które namalował dla miejscowej bazyliki katedralnej pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Największym jego dziełem jest cykl dwunastu malowideł, które tworzą, swego rodzaju, kalendarium męczenników pierwszych wieków chrześcijaństwa. Śmierć przerwała jego prace, ale rozpoczęte dzieło dokończył lwowski malarz – Józef Sroczyński. Jednak najbardziej znane jego prace to rzeź ludności Sandomierza przez Tatarów oraz mord rytualny. Ten drugi do dzisiejszego dnia wywołuje ogromne kontrowersje.

W Encyklopedii Powszechnej Samuela Orgelbranda z 1902 roku, czytamy, iż słowo Prevot (fr.) oznacza profosa, proboszcza, przełożonego, który w dawnej Francji sprawował najwyższy urząd policyjny w państwie. Nie wnosi nam to zbyt wiele do samej osoby malarza, choć na pierwszy rzut oka widać, że być może nasz Włoch mógł mieć francuskie korzenie.

Wracamy jednak do tematu obrazów. W sandomierskim kościele św. Pawła również znajdują się trzy kontrowersyjne obrazy pędzla Prevota, przedstawiające rzekome mordy rytualne. Te jednak nie wzbudzają takich emocji, jak ten znajdujący się w katedrze.

Zleceniodawcą, tych mrożących krew w żyłach scen, znajdujących się na płótnie, był archidiakon sandomierski ks. Stefan Żuchowski. Postać, która na kartach historii zapisała się bardzo negatywnie. Najpierw wytaczał absurdalne procesy jezuitom, które ciągnęły się latami. Ostatecznie poniósł zasłużoną klęskę, stosownym wyrokiem sądowym. Zacietrzewiony tym faktem, zaczął oskarżać Żydów o rzekome mordy rytualne na dzieciach chrześcijańskich i profanację hostii. Miało to miejsce w 1698 oraz w latach 1710-1713. Niestety te procesy wygrywał, choć po stronie Żydów zeznawali starosta, wojewoda, a nawet jezuici. Takim sposobem stawał się właścicielem majątków, a w tym i kamienic znajdujących się w najbardziej atrakcyjnych miejscach Sandomierza. W to wszystko wpisał się negatywnie synod diecezji krakowskiej, który mianował ks. Żuchowskiego komisarzem do spraw żydowskich. Zajmować się miał tylko demaskowaniem rzekomych zbrodni. Arcydiakon jest również autorem dwóch książek „Odgłos Processów Kryminalnych na Żydach” oraz „Process Kryminalny o Niewinne Dziecię”.

Pierwsze oskarżenia o mordy rytualne w Europie pochodzą z XIII wieku. W Polsce, w połowie XVI wieku pojawiają się pierwsze konflikty na tle religijnym. Oskarżenia o profanacje hostii mają swoje podstawy w wierzeniach, że starozakonni niszcząc ją kontynuują tradycję pasyjną. Krew dziecka chrześcijańskiego miała natomiast służyć jako dodatek do macy; przemywania oczu ślepego noworodka, który dzięki tym zabiegom odzyskiwał wzrok czy wreszcie wykorzystywania po obrzędzie obrzezania. Szczególnie interesująca jest tu krew w macy, bo jak ona może mieć się z zasadami koszerności [sic!].

Na obrazie Karola de Prevot przedstawiono kilka scen, które w rezultacie mają stanowić jedną całość. Widzimy zatem scenę kuszenia dziecka prezentami i odkupienie od matki swojej latorośli. Następnie niemowlę znajduje się już w beczce do utaczania krwi, a jeden z Żydów w naczynie zbiera ten płyn ustrojowy. Ciekawostką jest fakt, że owa beczka została wymyślana przez chrześcijan i podczas dorocznego święta toczono w niej starozakonnego. Dopełnieniem tego absurdu (na obrazie) są rozczłonkowane części dziecka oraz pies, który je pożera. Joanna Tokarska-Bakir zbierając informację do swojej książki „Legendy o krwi. Antropologia przesądu” zapisała słowa, jakie wypowiedział przewodnik w sandomierskiej katedrze. Opowiadając o tym malowidle zasugerował, że jedyną wyimaginowaną sceną namalowaną przez Prevota jest pies [sic!]. Na koniec warto zwrócić uwagę, iż sam malarz również umieścił siebie na płótnie, choć w niecodzienny sposób. Z lewej strony widoczna jest dłoń z pędzlem, a poniżej część nogi (od kolana do stopy). Stwierdzić można zatem, iż artysta znajduje się w pozycji siedzącej i obserwując sceną maluje ją. Nie wpisuje się to pozytywnie w cały aspekt dotyczący oskarżeń.

A jaki jest zatem wątek gostyniński w zaistniałej sprawie? Otóż sceny przedstawione na obrazie miały swoje podłoże również na Mazowszu. Na kartach historii zapisanych jest pięć oskarżeń o rzekome mordy rytualne popełnione na dzieciach chrześcijańskich, na ziemi gostynińskiej. Wszystkie miały miejsce pod koniec XVI wieku. Ich lakoniczność nie pozwala do końca, na dokładne przeanalizowanie zaistniałych sytuacji. Nie wiemy także czy dochodziło do procesów i ewentualnie jakie wyroki zapadały.

Antysemicka literatura często tworzyła kolejne legendy, które powstawały na podwalinach już istniejących. Zmieniano tylko daty, osoby i miejsca; nakręcano tym samym spiralę absurdu. W XVII-wiecznym manuskrypcie, Piotr Hiacynt Pruszcz podał do wiadomości publicznej jedną z takich legend, która miała rozgrywać się w Gostyninie. Jednak kwerenda przeprowadzona przez Pawła Fijałkowskiego wykazała, iż Pruszcz powołał się na Załuskiego, który z kolei przytacza słowa świadka z epoki Mojeckiego, zeznającego jednak w sprawie Gostynia, a dodatkowo w zupełnie innych latach [sic!].

Szerokim echem odbiło się jedno z oskarżeń o zabójstwo na ziemi gostynińskiej. Interweniował w tej sprawie król Stefan Batory, który zabronił wszczynania jakichkolwiek procesów o rzekome mordy rytualne. Znając jednak realia panujące w ówczesnych czasach trzeba przyznać, że prawo nie zawsze było w podobnych sytuacjach respektowane, więc mogło dojść do procesu i wyroku.
Starozakonnych często poddawano torturom, ażeby przyznawali się do zarzucanych im czynów. Odnotowano taki przypadek również w Gostyninie, w 1595 roku, gdzie podczas celowego zadawania cierpień fizycznych, dwóch podejrzanych Żydów zmarło.

Zdaje się, że te odległe wydarzenia są zamierzchłą historią i nie mają racji bytu we współczesnym świecie. Wspomnieć jednak należy pogromy na Żydach, które rozegrały się po II wojnie światowej (m.in. w Kielcach i Krakowie) i dotyczyły tych samych oskarżeń. Joanna Tokarska-Bakir zebrała współcześnie około stu legend na ten temat, które nadal są żywe wśród społeczności lokalnych. Jak więc zatem to wszystko wygląda na tle obrazu Karola de Prevot? Liczne kontrowersje spowodowały, że malowidło w sandomierskiej katedrze zasłonięto kotarą, na środku której powieszono obraz z wizerunkiem Jana Pawła II.

Krzysztof Zadrożny

© gostynin24.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone