Żydzi zamieszkujący gostyniński sztetl należeli do grupy osadniczej przybyłej w XIV wieku z Europy Zachodniej. Emigracja miała miejsce w związku z prześladowaniami. Określa ich się mianem aszkenazyjskich (słowo aszkenaz z hebrajskiego oznacza kraje niemieckie). Posługiwali się oni językiem jidysz i byli rabanitami (za podstawę swojej wiary uznawali Torę i Talmud).
W XIX wieku miasto stanowiło duży ośrodek chasydzki. Wielki posłuch miał, nie tylko wśród ludności lokalnej, cadyk Jechiel Meir Lipszyc. Po jego śmierci na cmentarzu pobudowano ohel, do którego przybywały pielgrzymki w rocznicę jego śmierci – 21 dzień miesiąca szwat (w kalendarzu gregoriańskim przypada na styczeń-luty). Prosząc o wstawiennictwo Żydzi pozostawiali w ohelu kwitlechy.
Cmentarz jest podstawowym elementem funkcjonowania gminy wyznaniowej, choć do końca XVIII wieku Gostynin był przykahałkiem Gąbina.
Macewy znajdujące się na cmentarzu posiadały nie tylko napisy hebrajskie, ale również polskie. Być może znajdowały się również w języku jidysz. Wynika to z tego, iż wielu Żydów było zwolennikami nurtu oświecenia, asymilacji. Jednak polskie napisy, mogły też być konsekwencją przymusowego narzucenia przez władzę zapisu nazwisk w języku polskim. W tym jednak przypadku zapisywano je z drugiej strony macewy. Niewielkie fragmenty odnalezione z polskimi literami nie dają możliwości odpowiedzi na to pytanie.
Pochówki odbywały się w kierunku wschód-zachód, przy czym głowa musiała patrzeć w kierunku Jerozolimy. Macewę umieszczano w części wschodniej, jak również napisy na niej były tak skierowane. Poza napisami na steli umieszczano też płaskorzeźby. Na nekropolii nie wolno było czytać Tory i nosić tałesu. Według wierzeń Żydów, mogliby zawstydzić w ten sposób umarłych, którzy już tego nie mogą robić.
Ważnym elementem było ogrodzenie cmentarza. Oddzielenie to służyło nie tylko jako ochrona przed zwierzyną czy złodziejami, ale także wyznaczało granicę, której za życia nie mogli przekroczyć koheni. Dwa elementy macew oznaczające właśnie ich miejsce spoczynku udało się odnaleźć (ręce złożone w geście błogosławieństwa). Koheni to arcykapłani, potomkowie pierwszego arcykapłana Aarona (starszego brata Mojżesza), wywodzący się z plemienia Lewitów. Ze względu na czystość rytualną nie przekraczali oni granic nekropolii.
Z czasem cmentarze zarastały. Żydzi nie dopuszczali ścinania roślinności, dlatego często wyglądały one na zapuszczone. Oplatając macewy tworzyły swój majestatyczny klimat. Nie wolno także było wypasać na nekropoliach zwierząt. Ortodoksyjni Żydzi nie dopuszczali także składania kwiatów na grobach. Do dnia dzisiejszego na macewach, jako dowód pamięci, umieszcza się kamyki. Rzadko spotyka się świeczki (znicze).
Wśród odnalezionych kawałków macew znajdowały się też takie, które należały do kobiet. Są to świeczniki, w tym złamane świece symbolizujące nieszczęśliwie przerwane życie, elementy roślinne, a także ptaki.
Jeden fragment wskazywał na pomocnika świątynnego, potomka rodu Lewiego (jednak nie z gałęzi rodowej Aarona). Relief przedstawia zatem dzban, z którego wylewa się woda. Kolejnym elementem, który powtarzał się często są książki. Symbolizują one osoby uczone w piśmie, studiujące Torę i Talmud, być może rabina.
Wszystkie odnalezione fragmenty stel zostały zabezpieczone i będą poddane renowacji. W okresie zimowym powstanie projekt lapidarium, a na wiosnę wystąpimy o zgodę na budowę. W symboliczny pomnik zostaną wkomponowane części macew. Nie będzie on stanowił monolitu. Pęknięcie, które ma niejako rozdzielać go na dwie części, będzie stanowić motyw tragicznego losu Żydów podczas II wojny światowej. Taki motyw nie jest nowatorski i wykorzystano go również np. w Kazimierzu Dolnym.
Część pieniędzy na realizację założenia będziemy starali się uzyskać z lokalnych funduszy grantowych, a pozostała zapewne od prywatnych przedsiębiorców.
Krzysztof Zadrożny
Dodaj komentarz