Wiele zamieszania w polskim społeczeństwie narobiła nominacja Jarosława Gowina na ministra sprawiedliwości przez szefa rządu Donalda Tuska. W artykule
„Krzysztof Kwiatkowski - największy przegrany po wyborach?” Żanety Gotowalskiej, ukazanym w Onecie dnia 21.11.2011 g. 09:01, czytamy:
W ten sposób Krzysztof Kwiatkowski w "Faktach po Faktach" skomentował słowa Donalda Tuska, który tłumaczył, że nowym ministrem sprawiedliwości będzie Jarosław Gowin, który "ma pozytywną szajbę". Były minister sprawiedliwości dodał również, że to nie jest resort, w którym można filozofować, co zostało odebrane jako aluzja do wykształcenia Jarosława Gowina, który jest historykiem filozofii – pisze autorka. Podobne opinie pojawiły się też w komentarzach internautów i kuluarowych dyskusjach. Nie ukrywam, że jest to doskonały pretekst do dalszej konstruktywnej dyskusji pod felietonem, w którym poruszam ten problem.
Nie od dziś wiadomo, że
Filozofia jest
Matką czy nawet
Królową Nauk. Słowo „filozofia” <gr. philosophia, od philéō = lubię + sophia = mądrość>, oznacza w wolnym tłumaczeniu ”lubię mądrość”, inaczej jest to „umiłowanie mądrości”. W
„Słowniku wyrazów obcych” pod red. nauk. J. Tokarskiego, wydanym przez Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1980, s. 219, czytamy dalej
„filozofia” jest to: „1. nauka zajmująca się ogólnymi rozważaniami na temat istoty i struktury bytu, ludzkiego poznania, zasad wartościowania, miejsca człowieka w świecie i jego poglądu na świat, obejmującą tradycyjnie historię filozofii, teorię poznania, ontologię, logikę, psychologię, socjologię, etykę i estetykę (logika, psychologia i socjologia wyodrębniły się jako osobne). 2. nauka o nauce. 3.
pot. żart. rzecz trudna do zrozumienia”.
Potocznie ujmując w rzeczy samej dla niektórych
„rzeczą trudną do zrozumienia” jest nie tylko filozofia, jako nauka, ale i wiele zagadnień w życiu. Dla znacznej części społeczeństwa „rzeczą trudną do zrozumienia” jest nominacja na ministra sprawiedliwości filozofa z wykształcenia Jarosława Gowina. Ze smutkiem należy stwierdzić, że owa znaczna część społeczeństwa, do którego z pewnością
należy dużo młodych osób, nie miała do czynienia z prawdziwą filozofią – konkluduje autorka artykułu. Można by dodać, że również wiele ludzi starszych, nawet z dyplomami, nigdy nie pokusiło się, by swoje życiowe problemy rozwiązywać w sposób filozoficzny. Abstrahując od zaliczania i zdawania egzaminów w trakcie swoich studiów z filozofii na różnych kierunkach, także od „przynależności” i „kibicowania” lub „nie” konkretnej partii politycznej, bądź samemu Jarosławowi Gowinowi, trzeba rzec za autorką, że jest to
opłakany poziom tej części społeczeństwa, która nie wie, że to właśnie z filozofii wywodzą się takie dziedziny nauk, jak: prawo, medycyna, psychologia czy socjologia. A ich znaczenie we współczesnym świecie jest niepowtarzalne. Z tego choćby powodu w rzeczywistości filozofia może mieć wpływ na te dziedziny życia, z którymi nigdy byśmy jej nie powiązali. Właściwie to ona ma znacznie większy wpływ na nasze życie - życie współczesnego człowieka – niż nam się to może wydawać. Choć – trzeba przyznać – w dzisiejszym świecie jest jedną z najbardziej niedocenianych nauk, czego przykładem może być kompletny brak zrozumienia dla nominacji filozofa na ministra sprawiedliwości. I to nie tylko z powodu wyraźnej niechęci ze strony „przeciętnego zjadacza chleba”, ale i gremiów medialnych i politycznych. A napastliwy ton niektórych komentatorów jest już szczytem niezrozumienia i kryjącego się za tym braku znajomości filozofii oraz kompetencji komentującego. Jakim więc cudem ma wypaść w przyszłości pozytywna ocena ministra sprawiedliwości, jeśli już na samym początku dokonywana jest negatywna przez osoby z wielkim bagażem stereotypów i uprzedzeń? Innym tego rodzaju przykładem wziętym z codziennego życia są opiniotwórcze działania „wielu nie-medyków” (w tym pacjentów) „znających się na medycynie” i merytorycznej ocenie lekarzy. Czy nie krąży powszechna opinia, że my – Polacy – znamy się na wszystkim? Czy tak nie jest? Czy taki pogląd nie jest wpisany w schemat niemal każdego myślenia i krajobraz naszego społeczeństwa? Bo czym innym można wytłumaczyć tego rodzaju skutki objawiające się przesadnym krytykanctwem, abnegacją, obrażaniem innych, arogancją, bluźnierstwem, które świadczą o braku naszej kompetencji i skromności, pokory wobec rzeczy nam nieznanych oraz odwagi przyznania się przed sobą i światem do tego, że na wszystkim nie musimy się przecież znać?
Zatem pogląd, że „filozof nadaje się na ministra sprawiedliwości”, jest dla wielu kontrowersyjny, więc niech stanie się pretekstem do zweryfikowania go z innego punktu widzenia, niż to miało do tej pory miejsce. Niech przyczyni się do przyjrzenia bliżej filozofii? Spojrzenia na nią łaskawszym okiem? Skłoni do refleksji i głębszych przemyśleń. A zamiast charakterystycznego pieniactwa, ubliżania człowiekowi, urągania, lekceważenia, ignorancji jego wiedzy, totalnej podejrzliwości wynikającej z braku ufności i wiary samemu sobie, zamiast tego, na to miejsce może zaproszą Państwo do swoich umysłów nowe przesłanie, że nie muszą się znać na wszystkim, i że to nie jest żadnym wstydem ani nie przynosi ujmy nikomu, nie obniża też jego poczucia wartości i godności; przesłanie - że warto jest sobie zaufać w tym, w czym Państwo są najlepsi; że warto jest zaufać innym, dać im szansę stworzenia sprzyjających warunków, jeśli to możliwe, aby wykazali się swoją wiedzą i kompetencją; warto też nauczyć się ciszyć z sukcesów innych, nawet najdrobniejszych. Nie rzucać im kłód pod stopy ciągle i ciągle, niesłusznie opiniować (czasem rzucać oszczerstwa, potwarze, pomawiać), nie być im krzyżem na drodze, a każdą nieścisłość lub niejasność najlepiej jest zweryfikować od ręki, nie przechowywać ich jako swoistego kuriozum w sejfie pamięci, by sączyć z ust do ust jak truciznę. Czy tak się dzieje w naszych różnego rodzaju społecznościach z powodu zemsty za odmówienie podporządkowania się totalnej głupocie ludzkiej albo złu dziejącemu się powszechnie lub nieuczciwym czyimś zamiarom? Czy tak się dzieje z powodu ludzkich ograniczeń, braku roztropności, kompetencji, inteligencji, dobrego wychowania, bezmyślności ? A może z zazdrości, bezradności, lęku i chciejstwa? Może z pogardy drugim człowiekiem, ze stawiania siebie tylko na świecznik, nieważne, że pod własny zakopcony klosz? Może z braku oliwy w lampie? Zamiast znajdować powody do radości i cieszyć się własnym życiem i tym, co nas dobrego otacza, co się zdarzyło i może wydarzyć, aby żyć najpiękniej?
Moim zamiarem nie jest opisywanie postaw życiowych i charakteru naszego społeczeństwa, ani też filozofii oraz przedstawiania jej rysu historycznego, bo nie wynika to ani z kontekstu tematu poruszanego w felietonie, ani nie ma na to tu miejsca. Wypada nam jednak wiedzieć, ujmując najlapidarniej, że filozofia od zarania jest stricte wiedzą
a priori – nie podlegającą dowodzeniu, wynikającą z samego faktu poznania, niezakłamanego doświadczenia, czyli wiedzy z innych podobnych doznań, jakim jest przedstawiony problem psychofizyczny; jest poznaniem czystym. Ojcowie filozofii oraz jej kontynuatorzy różnych szkół i doktryn zawsze kierowali uwagę na egzystencjalność człowieka, jako że filozofia - jak wynika z samej definicji - zajmuje się m.in. poznaniem i opisaniem bytu - w kontekście etyczno-moralnym, poszukiwaniem szczęścia - w kontekście indywidualnym i społecznym, a wszystkie one dotyczą problemów człowieka. Problemy te pojawiły się od czasów jego narodzenia i będą trwać dopóty, dopóki będzie żył człowiek. Są więc nader aktualne. Dotyczą – jak już wspomnieliśmy - sfery psychofizycznej. W tym też m.in. kontekście, jeden z przedstawicieli filozofii, Kartezjusz (1596-1657), stworzył geometrię analityczną, co skłoniło go do stwierdzenia, że filozofia powinna stosować podobną metodę. Zatem w rozprawie o metodzie zawarł podstawowe zasady metodologiczne, które przydają się także każdemu współczesnemu człowiekowi. Rozwinęło je teoretycznie i praktycznie również wiele innych nauk m. in. psychologia. Podstawowe metody Kartezjusza przedstawię Państwu, żeby sami przekonali się, jak bliska dzisiaj okazuje się każdemu człowiekowi filozofia w praktyce.
Oto zasady metodologiczne Kartezjusza:
Nie uznawaj niczego za prawdę bez oczywistych powodów.
Dziel większe problemy na maksymalnie dużą liczbę mniejszych.
Zaczynaj od rzeczy prostych, a potem przechodź do złożonych.
Bądź pewien, że znasz wszystkie problemy związane z zagadnieniem.
Działaj krok po kroku, sprawdzaj sądy zaczynając od najprostszych.
Proszę Państwa, czy owe metody nie przychodzą nam na myśl, gdy borykamy się z
„rzeczą trudną do zrozumienia”? Czy zasady metodologiczne Kartezjusza – filozofa - nie przydają się w rozwiązywaniu problemów psychofizycznych? A czymże jest prawo, jak i osądzanie kogoś za popełnione przestępstwo lub bronienie za domniemane? Konkretnego człowieka, także w aspekcie psychofizycznym, w akcji i reakcji z drugim człowiekiem, zwykle na tle stosunków społecznych? Zatem Kartezjańskie zasady metodologiczne przydają się nie tylko w filozofii, psychologii… Także w prawie, medycynie, socjologii, a nawet pedagogice, politologii, fizyce, informatyce, ekonomii, astronomii, biologii, inżynierii (inżynierii genetycznej), także fizyce (fizyce kwantowej) itp. Tak więc, zaufajmy też filozofowi Jarosławowi Gowinowi, pozwólmy mu działać, aby wykazał się swoim wykształceniem, wiedzą, doświadczeniem zawodowym, społecznym i publicznym oraz kompetencjami na rzecz powierzonego mu stanowiska ministra sprawiedliwości. Obdarzmy go kredytem zaufania w nowej jego roli życia politycznego tak, aby sprostał swojemu wyzwaniu, przed jakim stanął, do jakiego został powołany i wyraził na nie zgodę. Bo czyż nie udowodniliśmy, że to m.in. filozofia jest „od tego”, by radzić sobie „
z rzeczą trudną do zrozumienia”? Taką też rzeczą jest resort sądownictwa. A jak się niektórym wydaje, także nominacja filozofa Jarosława Gowina na ministra sprawiedliwości. Może ci z Państwa, w tym konkretnym wypadku, sięgną również do zasad metodologicznych filozofa-klasyka, aby najpierw rozwiązać swoje własne problemy, a z pewnością „trudny do zrozumienia fakt”, że filozof został ministerstwem sprawiedliwości, że już nie wspomnę o "
pozytywnej szajbie"?
Maria Anna ŻÓŁTOWSKA
Dodaj komentarz