Nie ma chyba na świecie człowieka, który nigdy nie doznał bólu lub nie cierpiał w jakiś sposób. Większość ludzi w nieszczęściu szuka ukojenia u Boga i prosi Go o pomoc. Niektórzy, gdy tego nie osiągają, odwracają się od Boga i złorzeczą Mu. Inni jednak potrafią przyjąć cierpienie z pokorą i odnajdują w nim prawdę o sobie. Ale każdy zadaje sobie wtedy pytanie; dlaczego ja muszę tak cierpieć?... albo; za jakie grzechy tak ciepię? Natomiast gdy w rodzinie rodzi się chore, niepełnosprawne dziecko, wtedy rodzice pytają siebie nawzajem; dlaczego nas to spotkało, co złego zrobiliśmy? Ciężko jest zrozumieć to, czemu musi cierpieć niewinne dziecko.
Cierpienie nie jest karą za grzechy, jak myśli wielu ludzi, najczęściej jest to próba, która pomaga nam zrozumieć sens ludzkiego życia. Ostateczny sens cierpienia pozostanie jednak tajemnicą. Tylko Bóg wie, czemu zsyła na nas cierpienie, ale nie znaczy to, że nas nie kocha.
Ból i cierpienie odgrywają dużą rolę w ludzkim życiu, dzięki nim doceniamy jakim darem jest zdrowie, a także stajemy się wrażliwsi na losy innych ludzi. Pocieszenie i ratunek w cierpieniu daje przede wszystkim modlitwa, czyli rozmowa człowieka z Bogiem - dlatego łatwiej jest znosić cierpienie ludziom głęboko wierzącym. Sama świadomość, że mogą swoje cierpienie ofiarować w jakiejkolwiek intencji, sprawia, że stają się potrzebni innym, a to podnosi ich na duchu.
Dlatego chorzy i cierpiący są największym skarbem Kościoła, gdyż w swoim cierpieniu łączą się z cierpieniem Chrystusa.
Światowy Dzień Chorego wyznaczono na 11 lutego, gdyż tego dnia rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Lourdes. Aby podkreślić rangę tego święta, w dniu tym odbywają się w parafiach Msze Św. dla chorych, wizyty kapłanów w szpitalach i hospicjach, odwiedziny chorych w domach. Wszystko po to, aby pochylić się nad człowiekiem cierpiącym, ulżyć mu w tych trudnych chwilach - choćby krótką chwilą rozmowy. Więc nie zapominajmy w tym dniu o chorych i wspierajmy ich również swoją modlitwą.
Jednak dla chorego najważniejsza jest obecność i pomoc osób najbliższych, czyli rodziny oraz przyjaciół. Nie zostawiajmy swoich rodziców, czy dziadków czy nawet sąsiadów na pastwę losu, czy też na opiekę państwowych instytucji, tylko starajmy się im pomóc w miarę swoich możliwości. Czasem wystarczy zrobienie zakupów, czy podwiezienie samochodem do lekarza, do kościoła, czy nawet uśmiech i dobre słowo. Dużo nas to nie kosztuje, a mamy okazję zrobienia dobrego uczynku.
W cierpieniu człowiek poznaje, kto jest dla niego prawdziwym przyjacielem – w myśl znanego przysłowia, że przyjaciół poznajemy w biedzie. Człowiek cierpiący w samotności, cierpi podwójnie, gdyż oprócz cierpienia fizycznego, cierpi także duchowo, co może prowadzić nawet do depresji.
Człowiekowi cierpiącemu potrzebna jest także nadzieja, z nią łatwiej pokonać ból i trudności życia codziennego, bo wierzy, że kiedyś nadejdą lepsze dni albo powróci upragnione zdrowie. W gorszej sytuacji są jednak osoby niepełnosprawne od urodzenia, które zdają sobie sprawę ze swego kalectwa i nie mają już nadziei na powrót do zdrowia. Pozostaje im tylko pogodzić się ze swoją chorobą i z pokorą, czy też z godnością, dźwigać swój krzyż.
Nie jest to jednak łatwe i dlatego widząc takie osoby, nie odwracajmy głowy, udając, że ich nie widzimy – pomóżmy im, bo sami być może nie poproszą o pomoc - są na to zbyt dumni.
Bernadeta
Dodaj komentarz