REKLAMY

Reklama
Reklama

Felietony prześlij felieton


Ocena:
Wylotowa 573 w kierunku Szczawina ma kategorię drogi wojewódzkiej. Na szóstym kilometrze, w Skokach, przeskakuje przez Osetnicę. W poniedziałek 12 grudnia 2011 w tym miejscu wydarzył się cud.

Skoki, kwadrans po 15-tej. Sebastian wraca ze szkoły w Szczawinie. Tuż przed rzeką wysiada z autobusu i drepcze poboczem w kierunku domu. Na łuku drogi od strony Gostynina widzi rozpędzony samochód osobowy. Słyszy klakson, potem huk. Samochód wywala żelazną balustradę i koziołkuje do rzeki.
Co robi Sebastian? Pędzi po tatę.

Tata, czyli Edward Waciński, krzątał się po domu w dresie i letnich sandałach.  Gdy wybiegał, zdążył jeszcze złapać kurtkę. Pierwsze co zobaczył  to samochód w rzece, kołami do góry. Przez wybitą szybę próbowała się wydostać kobieta. Udało się. Wołała o pomoc, że w samochodzie jest mama, żeby ratować.

Waciński wbiegł do rzeki. Starał się otworzyć drzwi od strony pasażerki, ale nie puszczały. Usiłował przewrócić samochód na bok – próba jeszcze bardziej beznadziejna. Na szczęście od szosy dosłyszał warkot silnika i odgłosy biegnących ludzi (później się okazało, że byli to mieszkańcy okolic  Pacyny). Teraz już we czterech zabrali się do roboty. Dźwignęli kadłub samochodu i przewrócili na bok, potem założyli linkę i postawili na kołach.

Waciński wrócił do ratowania pasażerki. Przeciął pas bezpieczeństwa, pochylił się w wodę żeby sprawdzić, czy jej nogi nie uwięzły w podłodze, zaparł się i wyciągnął na zewnątrz. Położyli ją na brzegu, opatulili kocem. Gdy uniósł jej głowę do góry, złapała oddech. Co za ulga! W chwilę później przejęli ją ratownicy.

Waciński mógł wracać do domu. Był mokry po same ramiona, jeden sandał został w rzece. Do dziś nie może uwierzyć, że kobiety uszły z życiem z takiej katastrofy. Zwłaszcza pasażerka. Na własne oczy widział jej głowę w lodowatej wodzie, póki nie postawili samochodu na kołach. Jak tu nie mówić o cudzie?

Kobietami zajęło się pogotowie, strażacy szybko uporali się z samochodem. Ruch na szosie tylko na krótko został zatrzymany. Ciekawe, co sobie myśleli kierowcy przejeżdżający wtedy na zwolnionym biegu przez mostek. Czy na przykład to, że wypadki wprawdzie się zdarzają, ale zawsze innym?  I że „mnie” to nie dotyczy?

Mieszkańcy  Skoków twierdzą, że przy mostku na Osetnicy do wypadków dochodzi często. Już się nawet przestali  dziwić. Wystarczy mokra albo trochę oblodzona jezdnia no i to, że komuś się spieszy. Samochód spycha na miękkie pobocze i już nie da się nad nim zapanować.

Następnego dnia, we wtorek, drogowcy ustawili znak ograniczający prędkość  do 70 km/godz. To znak sezonowy – co roku jesienią ustawiają, na wiosnę zabierają. Tyle że w tym roku „jesień” wypadła im dopiero 13 grudnia.
Natomiast nigdzie nie ma znaku, że tuż za łukiem jest rzeka, zresztą bezimienna, bo tabliczki z nazwą też nie ma. A szkoda, bo to by niektórym dało do myślenia.

Co mieszkańcy Skoków myślą o okresowym ograniczeniu prędkości do 70 km/godz? Na dobrą sprawę droga 573 na tym odcinku biegnie przez teren zabudowany. Stoi przy niej 6 posesji, poboczem przechodzi sąsiad do sąsiada, a pasażerowie, w tym dzieci szkolne, na przystanek PKS. Wcale nierzadko pędzą tędy tiry, zmiatając przydrożne śmieci i rowerzystów. Rano i po południu ruch jak w mieście. Potrzebne jest nie sezonowe, ale trwałe rozwiązanie. Bo czy ktoś słyszał, żeby cuda w jednym miejscu zdarzały się na okrągło?

Jadwiga Zarzycka


Dodaj komentarz

1. Dodając komentarz akceptujesz regulamin serwisu.
2. Komentarze publikowane są po akceptacji moderatora.

3. Komentarze są jedynie subiektywnymi opiniami internautów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

+5 (5) gosc 2012-02-21 12:23
Brawo dla Sebastiana i Edwarda...
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
Gostynińskie Centrum Edukacyjne
Strony www Płock Tworzenie stron internetowych w Płocku i okolicach. Zareklamuj się w sieci.

Reklamy

© gostynin24.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone