G24

  • baner green horizon 2 1000x300

  • Bajka
  • dekra1
  • zamek
     
  • petecki
     
  • roman
     
  • 600x200 
  • stihl
     
  • Uriarte
sobota, 06 sierpnia 2022 15:16

Tu wszystko może być tytułem

z mokrych wyklejanek wylatywały zmarszczone motyle,

a za ladą sklepowe piły kawę

~J. Szuber

Ostatnie wystawy z cyklu „Kobiecy punkt widzenia/Męski rytm” organizowane przez nasz eMCeK przypomniały mi jedną ze scen filmu Roya Anderssona, gdzie posępne milczenie w jednym ze szwedzkich barów przerywa głośno postawione pytanie: „Czy to nie wspaniałe?”

Gęsto prószące płatki śniegu i chór śpiewający popularną kolędę, a po chwili długie ujęcie zesłanych na sybir jeńców wojennych. Nadal mamy w głowie to „wszystko”, stanowiące odpowiedź na pytanie, co właściwie jest „wspaniałe”. To brutalne, choć z perspektywy melancholika zabawne, wkroczenie rzeczywistości w idealny świat słowa uderza, ale do głowy dociera raczej otrzeźwienie niż ból. Granice mojego świata są stanowione przez granice mojego języka, dlatego tkwi w tej destrukcji coś niebywale twórczego. Jeśli potrzeba nam ożywczej podniety, pozwólmy temu światu spłonąć. Iskra wystarczy, by eksplodował, a ostatnio iskrzy jakby bardziej - wystarczy się dobrze rozejrzeć.

Pierwsza wakacyjna wystawa nosiła nazwę Podróże Włóczykija. Jak mi podpowiadają w internecie, muminkowy «włóczykij», czyli snusmumriken, ma swoje korzenie w słowie snusmumrik, oznaczającym starego gawędziarza lub nudziarza. Pani Magdalena Karasek (niech mi będzie wybaczone pisanie dalej wyłącznie z imienia - osobiście nie znoszę „ciągania” za nazwisko) z podsannickiej Szkarady niewyglądająca bynajmniej na wiekową - ani tym bardziej zrzędzącą - wkradła się do galerii im. Pawła Tencera impresjami i zapachem suszonej trawy. Niewiele powstało relacji z tej wystawy, a szkoda, bo wielość toni, barw i cieni w tych zdjęciach była przytłaczająca. Każdy z tych widoków doskonale znam, choć na pewno nigdy w miejscach, w których były robione zdjęcia, nie byłem. I nie chciałbym być - wystarczy mi wyobrażenie oglądane wraz z Magdą poprzez fotografie. Jest coś w słowach Hansa Beltinga, historyka sztuki, mówiących, że fotografia to dramaturgia spojrzeń widza i fotografa. Weźmy krajobraz oszronionej, zamglonej łąki o poranku – widzę ją w tej chwili, ale zarazem patrzę na to, co widziała Magda w przeszłości, stojąc za obiektywem. Widok jest nam bliski; być może odczuwam ten sam chłód, tę samą zadumę i tęsknotę, którą odczuwała ona, ale, choćbym bardzo chciał, nie mam dostępu do tamtej, zamkniętej (zaklętej? uwięzionej?) w fotografii rzeczywistości. Dramaturgię u antycznych autorów wieńczy doświadczenie katharsis, budowane na przeciwieństwach pobudek i ideałów głównych bohaterów; w tym przypadku ja jako spektator i Magda jako autorka zdjęć poprzez fotografie prowadzimy ożywiony dialog. To, czy skończy się on spektakularnym morderstwem (bohatera, jak u Szekspira, czy też autora, jak u Barthesa), rozstrzygnie sąd boży.

Jestem bezradny. I dobrze, bo pierwszą reakcją w kontakcie ze sztuką powinna być bezradność. Cieszę się, że żadne ze zdjęć nie było opatrzone tytułem narzucającym na starcie pewien zakres interpretacji i każde mogło mówić samo za siebie. „Mówić”, choć właściwszym słowem byłoby „zwierzać”, bo pomimo krajobrazowości większości prac bije z nich intymność. Milczące, otwarte przestrzenie onieśmielają; nie ma w nich miejsca na krzyk. Gdyby światło było muzyką, to na tych zdjęciach słyszelibyśmy przerwę w ciszy.

-----

Drugą fotografką goszczącą w murach MCKu w ramach cyklu kobiecego jest p. Julita Domżał (tu również proszę o wybaczenie - wszelkie skargi proszę słać do redaktora portalu, który na pewno mi je przekaże). Zmiana perspektywy: gwałtowne zaburzenie czasoprzestrzeni; z tafli wody odbijającej gostyniński krajobraz wyłaniają się kobiece rzeźby. Figury wykute w granicie czasu. Twarze uśmiechnięte, twarze zamyślone. Twarze. Kocham te meduzowe oczy - drugi kwadrans tonę w ich syrenim cieple pomiędzy przybyłymi gośćmi. Wśród zwiedzających modelki; części z nich niepodobna rozpoznać na zdjęciach. Głośno i tłoczno, ale przede wszystkim uroczyście, co trochę kontrastowało z erotyzmem niektórych fotografii.

Wróciłem jutro, to jest nazajutrz. Już nie trawą, bo zapachniało rozgrzanym, ostatnim słońcem tegorocznego lipca. Zabawna sytuacja bez podtekstów: ja, oglądający kobiece twarze mężczyzna, oraz dziesiątki wpatrzonych we mnie par oczu. Tętno przyspieszyło, a zatem spełniła się obietnica organizatorów wystawy, że oprócz kobiecego punktu widzenia wybrzmi tu męski rytm. Powiódł mnie on szybkim nurtem w rzecz jeszcze zabawniejszą: w filozofię. „Stające naprzeciw siebie podmioty - pisze w jednym z artykułów dotyczących myśli Józefa Tischnera Inga Mizdrak - wyłaniają się z różnych kontekstów, inaczej myślą i przeżywają świat, a ich wolność, na przecięciu której się spotykają, zawierają w sobie potencjalność zarówno jedności, jak i rozłamu, wzniosłości albo prymitywności, koherencji albo rozdzielności”. Źle czynię, traktując przedstawienie ze zdjęcia jako podmiot i tym samym mieszając etykę z estetyką, ale nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo pasuje zawarta tu myśl do słów Julity z katalogu wystawowego: „Każda z moich modelek jest inna, wyjątkowa, nieidealna i dlatego piękna”. Nie znam żadnej z kobiet pozujących do zdjęć, nie znam piany kontekstów, z których się wyłoniły jak Afrodyta, co nie odbiera mi prawa, a wręcz zmusza mnie, poprzez zakotwiczenie tych zdjęć w perspektywie przyjętej przez autorkę, do wyobrażania sobie tego, kim są. Co dostrzegam w ich spojrzeniach? Co mnie intryguje? Co mnie z nimi łączy? I nie muszę wiedzieć, że część ujęć powstała w murach tego budynku – wiedza tego rodzaju nie ma tutaj żadnego znaczenia. Na każdej fotografii widzę człowieka o cechach, które już moja własna wyobraźnia im dopisze. W spojrzeniu drugiego rozpoznaję siebie, ale wciąż na zdjęciach to „nie ja”.

I dobrze. Daleko mi do Narcyza, bo widzę nic, gdy patrzę w lustro. Między innymi dlatego, gdy stoję przed zdjęciem wpatrzonej we mnie twarzy, trudno mi opędzić się od pytania: co widziała, wpatrzona w obiektyw aparatu? Siebie na powstającym właśnie zdjęciu? Julitę dającą odpowiednie wskazówki dotyczące postawy, gestu, wyrazu? Siebie wczoraj, myślącą o nadchodzącej sesji, a może siebie pojutrze, gdy już otrzyma wywołane zdjęcia? A może siebie na moment przed dźwiękiem migawki, w tym nieuchwytnym momencie między „teraz” a „potem”? Tyle pytań, ale przecież pytania to domena przesłuchań, pozostaje mi zatem jedynie patrzeć.

---------------

Pisanie o zdjęciach w pewnych aspektach bardzo przypomina pisanie o malarstwie. Fotograf, podobnie jak malarz, traktuje wyobraźnię jak stempel moczony w tuszu własnej rzeczywistości. Czyni podobnie (jak sama nazwa wskazuje, „rysuje światłem”), różni się medium, ale efekt jest ten sam: duplikacja i siłą rzeczy redukcja świata. Świat tutaj nie jest zbiorem obrazów, które można mu zabrać, ale oczekującym na poznanie konglomeratem wrażliwości, historii i spojrzeń. Warto więc poznawać każdy z nich, by uświadomić sobie, że uniwersum (czyt: jednoświat) to fikcja. A jeśli przy okazji runie nasz - czy to nie wspaniale?

Marcin Gęsiarz

 

f1

 

297293344 728947434835369 1040396919711248711 n

VIDEO fb yt

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

  • stanislawska.jpg
  • klinski.jpg
  • delchierico.jpg
  • wilinski.jpg
  • golebiewska.jpg
  • gosciniak.png
  • 20220930_211346.jpg
  • gorzkowski.jpg
  • 20220930_211318.jpg
  • kijek.jpg
  • milczarek.jpg
  • wojtacka.png
  • migdalska.png

Geodezja

NAJNOWSZE KOMENTARZE