Zdjęcia, którymi zilustrowałam wtedy artykuł, otrzymałam od inż. Witolda Bohrera, wnuka kierowcy w majątku Łysakowskich w Lucieniu. Pan Bohrer pokazał mi również zdjęcie por. Jana Łysakowskiego, bratanka Kazimierza Łysakowskiego, właściciela majątku. Zdjęcie przywiozła w lecie 2016 r. kuzynka Łysakowskich Helena Szela Stefanelli, mieszkająca we Włoszech, z prośbą o jego wkomponowanie w kamień poświęcony porucznikowi Janowi, usytuowany koło kościoła w Lucieniu. Sprawa wmurowania zdjęcia nieco się komplikowała. Obiecałam Panu Bohrerowi, że pomogę w spełnieniu tej prośby.
Jan Łysakowski urodził się 20 kwietnia 1913 r. w Jaworznie, pow. chrzanowski. Jan, usynowiony przez Nelly i Kazimierza Łysakowskich, zgodnie z wolą stryja, ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. 1 stycznia 1936 r. został przydzielony do X Pułku Strzelców Konnych w Łańcucie i awansowany na stopień podporucznika rezerwy. Lata 1936–1939 spędził w Lucieniu, przysposabiając się do przejęcia majątku. Po wybuchu wojny został zmobilizowany do jednostki. We wrześniu 1939 r. brał udział w walkach z wojskami radzieckimi pod Kasiną Wielką (pow. limanowski), dostał się do niewoli i został osadzony w obozie w Kozielsku. Jego ciało odnaleziono w mogile w Katyniu w 1943 r.
W lipcu 1995 r. odbyła się płocka pielgrzymka do Katynia w hołdzie pomordowanym Polakom, w której uczestniczyłam. W Katyniu prowadzone były wtedy przez grupę archeologów, antropologów i lekarzy sądowych pod kierunkiem prof. dr. Mariana Głoska badania ekshumacyjne. Pracowano przy dwóch odkrytych mogiłach, a właściwie głębokich dołach śmierci (wszystkich było osiem). Leżały w nich warstwami szkielety zamordowanych. Widzieliśmy te mogiły pełne ludzkich kości i przestrzelonych czaszek, strzępów mundurów i guzików z orzełkami. Wiemy, że w takim dole leżał zastrzelony młody podporucznik Jan Łysakowski.
Odbyła się też Msza polowa. Wśród księży był m.in. ks. kanonik Wacław Gapiński – proboszcz katedry płockiej. Ksiądz Gapiński powiedział, że w Katyniu doszło do spotkania kata z ofiarą. Kat był uzbrojony, ofiara bezbronna, przestraszona, wołająca jak w hymnie Kasprowicza „Bez obrońcy staniem sami – któż zlituje się nad nami” .
Jan Łysakowski nie został pochowany w lucieńskiej ziemi. Natomiast został tu przywołany pamięci po raz pierwszy w 2016 r. 28 czerwca 2026 r. po raz drugi na dobre wrócił pamięcią do Lucienia, gdzie dorastał i pracował. Dzięki zdjęciu wtopionemu w symboliczny kamień 27-letni porucznik przestaje być anonimowy.
Czuję się zaszczycona, że w imieniu własnym i Pana Bohrera mogę podziękować Wszystkim, którzy zorganizowali uroczystość – ks. kan. Dariuszowi Skoczylasowi celebrującemu Mszę św. poświęconą Janowi Łysakowskiemu, Panu Staroście Andrzejowi Krzewickiemu od początku życzliwie zaangażowanemu w wydarzenie, i Panu Witoldowi Bohrerowi ofiarodawcy zdjęć oraz Wszystkim, którzy doprowadzili do zorganizowania tej podniosłej uroczystości.
Tak trzeba było!

Przed kamieniem pamiątkowym Jana Łysakowskiego stoją Barbara Konarska-Pabiniak i Witold Bohrer.
Napisz komentarz
Komentarze